Masz w drewutni stos, który leży już piąty sezon, i liczysz, że po takim czasie będzie grzał jak nigdy? Nie będzie. Gdy wilgotność drewna spadnie poniżej 20%, dalsze leżakowanie nie dodaje mu ciepła. Liczy się stan szczapy, a wilgotność sprawdzasz wilgotnościomierzem w środku świeżo rozłupanego polana, nie na powierzchni.
Czy drewno grzeje mocniej z każdym rokiem?
Nie. Świeżo ścięte drewno ma w sobie dużo wody, więc najpierw musi przeschnąć. Sezonowanie trwa zwykle od kilku miesięcy do dwóch lat, czasem dłużej. Twarde gatunki, takie jak dąb, buk czy grab, często schną szczególnie długo. W tym czasie opał faktycznie zyskuje, bo z każdym tygodniem oddaje wodę.
Granica leży przy 20% wilgotności. Poniżej niej szczapa nadaje się do efektywnego spalania i to jest jej szczyt. Kolejne zimy w drewutni nie dodadzą jej ciepła. Mogą je za to odebrać, jeśli polano znów nasiąknie wilgocią, a do środka wejdą grzyby.
Dlatego rozsądnie jest planować spalenie zapasu w ciągu mniej więcej 3–5 lat od przygotowania, licząc razem z sezonowaniem. To nie jest sztywna data ważności. Sucha, osłonięta szczapa wytrzyma dłużej, a polano leżące wprost na ziemi potrafi zacząć gnić już po kilku miesiącach.
Test w trzech krokach przed sezonem grzewczym
Data ścięcia drzewa niewiele ci powie. Sam przed każdym sezonem biorę po jednym polanie z kilku miejsc stosu i robię prosty sprawdzian.
- Rozłup szczapę. Siekierą albo klinem, tak żeby odsłonić świeże wnętrze. Powierzchnia polana schnie najszybciej i potrafi zmylić.
- Zmierz wilgotność w środku. Wilgotnościomierz przykładasz do świeżo rozłupanego miejsca, nie do kory ani zewnętrznej strony. Wynik powyżej 20% oznacza, że drewno musi jeszcze poschnąć.
- Ściśnij i powąchaj. Zdrowa szczapa trzyma zwartą strukturę. Jeśli kruszy się w dłoniach, jest podejrzanie lekka albo czuć od niej stęchliznę, problemem nie jest wilgoć, tylko rozkład.
Palenie polan powyżej progu 20% oznacza mniej użytecznego ciepła, więcej dymu i większe ryzyko osadów w przewodzie kominowym.
Szare i popękane to jeszcze nie zepsute
Na zdjęciu niżej widać różnicę między szczapą, która po prostu się zestarzała, a taką, którą zjada próchnica. Zszarzała powierzchnia, pęknięcia na końcach i odchodząca kora to normalne ślady wysychania, a nie powód do wyrzucania opału.

Niepokoić powinny inne objawy:
- miękkie, wykruszające się fragmenty na powierzchni, czyli ślady próchnienia,
- pleśń i widoczny rozkład drewna,
- zapach stęchlizny, który zdradza długie zawilgocenie,
- mała masa w połączeniu z kruchością, bo rozkład zjadł część struktury.
Pięć lat w szopie przegrywa z kilkunastoma miesiącami w drewutni
Wiek opału niczego nie gwarantuje. Polana trzymane przez pięć lat w wilgotnym pomieszczeniu mogą być w gorszym stanie niż drewno, które sezonowało się kilkanaście miesięcy w przewiewnej drewutni. Starszy stos przegrywa, bo przez cały ten czas chłonął wilgoć, zamiast ją oddawać.
Jeśli taka partia ma tylko za wysoką wilgotność, a struktura jest zdrowa, wystarczy przenieść ją w przewiewne miejsce i dać jej czas. Gorzej, gdy pojawiło się próchno albo pleśń. Suszenie nie cofnie rozkładu, więc mocno zbutwiałych i spleśniałych szczap nie warto wkładać do domowego kominka.
Żeby nie zgadywać, które drewno jest najstarsze, oznaczam partie rokiem przygotowania. Najpierw do kominka trafiają najstarsze suche polana, a nowsze spokojnie dosychają. Dzięki temu żaden zapas nie leży tak długo, żeby zdążył stracić swoje właściwości.
