Masz już w szopie wapno i pędzel, a za oknem listopadowa szaruga? Odłóż to na później. Wapno nałożone teraz deszcze spłuczą z kory, zanim przyjdą styczniowe i lutowe wahania temperatury. Pierwszy raz bielę drzewa około połowy grudnia, najpóźniej na początku stycznia, w suchy dzień powyżej zera.
Dlaczego listopad to za wcześnie?
Biały pień nie jest ozdobą. Chroni korę przed tym, co dzieje się w drugiej połowie zimy. W słoneczny dzień ciemna kora mocno się nagrzewa, a w nocy mróz szybko ją wychładza. Takie huśtawki kończą się pękaniem kory, uszkodzeniami mrozowymi i ranami zgorzelinowymi, przez które drzewo słabnie i łatwiej łapie choroby.
Wapno odbija dużą część słońca, więc pień grzeje się słabiej. Najgroźniejsze są jednak styczeń i luty. Jeśli pomaluję jabłoń w październiku albo w listopadzie, jesienne deszcze przez wiele tygodni będą tę warstwę rozmywać. Kiedy po słonecznych dniach przyjdą mroźne noce, na korze może zostać za mało bieli, żeby cokolwiek dała.
Samo wczesne bielenie drzewu nie szkodzi. Kosztuje za to drugą rundę z pędzlem, której można uniknąć, jeśli poczeka się do grudnia.
Jak bielę drzewa krok po kroku
Termin wyznacza połowa grudnia, a ostateczny limit to początek stycznia. Odkładanie roboty do marca nie ma sensu. Najgorszy okres zwykle jest już wtedy za nami, a pęknięć, które zdążyły powstać, wapno nie cofnie.
- Wybierz pogodę. Potrzebny jest suchy dzień, temperatura na plusie i kora bez wody i lodu. Wapno musi zdążyć wyschnąć, zanim spadnie kolejny deszcz.
- Weź właściwy preparat. Sięgam po wapno przeznaczone do drzew owocowych, gotowe albo do rozrobienia z wodą według instrukcji producenta. Zwykłe wapno budowlane to niepotrzebne ryzyko.
- Użyj szerokiego pędzla. Wciskam biel w każdą szczelinę i nierówność kory, bo każdy goły fragment zostaje bez ochrony.
- Maluj od nasady do konarów. Pokrywam cały pień, od ziemi aż do pierwszych rozgałęzień, a do tego grubsze konary.
- Dopilnuj południa. Najstaranniej kryję stronę południową i południowo-zachodnią, bo tam zimowe słońce grzeje korę najmocniej.
W ten sposób bielę jabłonie, grusze, śliwy, wiśnie i czereśnie, czyli drzewa, którym zimą może popękać kora.
Czy wapno zabija szkodniki w korze?
Nie. To mit, który ciągle krąży między działkami. Biała warstwa nie niszczy jaj, larw ani innych stadiów owadów zimujących w szczelinach kory. Jeśli liczysz, że przy okazji bielenia pozbędziesz się szkodników, wiosną możesz się mocno rozczarować.
Bielenie robi jedną rzecz: ogranicza nagrzewanie i pękanie kory. Nie chroni też całego drzewa przed silnym mrozem, tylko przed skutkami skoków temperatury. Gdy drzewo ma kłopot ze szkodnikami, trzeba sięgnąć po inne, dobrane do sytuacji metody ochrony roślin.
Drugie bielenie robię po odwilży, nie z kalendarza
Biel ma się trzymać na pniu przez cały styczeń i luty. Dlatego po każdej solidnej ulewie albo odwilży wychodzę do sadu i oglądam pnie. Gdy widzę, że wapno zostało wyraźnie zmyte, poprawiam je przy pierwszej okazji. Warunki są te same: sucho i powyżej zera.
Jeśli warstwa trzyma się dobrze, nie ruszam pędzla. Malowanie co kilka tygodni na zapas nic nie daje. Liczy się tylko to, żeby pień był biały wtedy, gdy po słonecznym dniu przychodzi mroźna noc.
